Menu

Wielofunkcyjna

Chciałabym podzielić się z Wami moim światem. Jestem żoną, matką, nauczycielką, córką i siostrą. To moje role. Jestem wielofunkcyjna. Chyba jak każda kobieta.

Kobieta w ciąży nie może adoptować dziecka

lenaczujna

Droga do adopcji... Krok 2, czyli zakończenie.

I wszystko jasne. Byliśmy dnia 15 grudnia 2016 roku z mężem na spotkaniu w ośrodku w sprawie adopcji. Nasze biologiczne dziecko stanowi problem. Moja ciąża to przeszkoda. Nie mieści się w procedurach. Do Pani Dyrektor pierwszy raz przyszła para, która jest płodna, spodziewa się dziecka i chce jeszcze dać miłość niechcianej małej istotce. Dziwne. Pani Dyrektor przedstawiła nam swój punkt widzenia na naszą sprawę. Nie zaznajomiła się z żadnymi szczegółami na nasz temat, nie dała szansy. Podjęła już decyzję, że nie adoptujemy dziecka, gdy tylko oznajmiliśmy, że spodziewamy się własnego. Pani Dyrektor nie mieści się to w głowie. Oczywiście poprała to rozważaniami na temat psychologii dziecka adoptowanego. Stwierdziła, że dziecko będzie gorzej traktowane niż nasze biologiczne, że żadnemu z dzieci nie poświęcimy wystarczająco dużo czasu. Uznała, że do trzeciego roku życia powinniśmy zająć się naszym biologicznym dzieckiem, a potem ewentualnie wrócić po adoptowane. Jednoczesne wychowywanie dziecka biologicznego i adopcyjnego jest podobno nierealne. Nasz punkt widzenia nie zmieścił się w poglądach Pani Dyrektor. Argumenty mówiące, że chcemy by dzieci, biologiczne i adoptowane, wychowały się razem jak rodzone rodzeństwo, że to całkiem naturalne i nie stworzymy problemów, o które nas podejrzewa, Pani Dyrektor pominęła milczeniem. Nasza dojrzałość i dobra organizacja, a oprócz tego duża potrzeba podarowania komuś domu i miłości, to dla ośrodka adopcyjnego absurd. Tacy ludzie podobno nie istnieją.

Nie podaruję domu nieszczęśliwemu, potrzebującemu dziecku. Moja Łucja nie będzie miała na razie rodzeństwa. Może rzeczywiście postrzegam całą sprawę zbyt idealistycznie. Jedno jest pewne, gdybyśmy mieli nie wytrwać, mieć za dużo problemów i zaniedbać dziecko adoptowane, to nie pojechalibyśmy na rozmowę do ośrodka, a później łatwo byłoby się przekonać, że się nie nadajemy, gdybyśmy nie przetrwali procesu adopcyjnego. Wystarczyło nas sprawdzić i dać szansę. Poznawać motywacje dłużej niż przez pół godziny. Szkoda, naprawdę szkoda mi tego nieznanego mi jeszcze dziecka, bo wiem, że dalibyśmy mu miłość na całe życie. 

Za trzy lata chcemy mieć kolejne biologiczne dziecko. Co zdaniem Pani Dyrektor zupełnie nas wyklucza z procesu adopcyjnego na najbliższe sześć lat. I tak zakończyła się nasza droga do adopcji. Szybciej niż myślałam. Jestem zawiedziona postawą urzędniczki.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [bade] *.dynamiz-zab-04.vectranet.pl

    Wybacz. Masz moim zdaniem złą motywację do adopcji. Gdy czytam słowa: "chce jeszcze dać miłość niechcianej małej istotce (..)" lub "Nie podaruję domu nieszczęśliwemu, potrzebującemu dziecku" to wiadomo o tym od razu. W OA pracują osoby, których zadaniem jest wyłapanie tego co oczywiste.. A te słowa, choć o tym nie wiesz właśnie krzyczą..
    Uprzedzę pytanie, tak wiem o tym, bo sama jestem RA.

  • lenaczujna

    Dziękuję za opinię, tylko co złego jest w motywacji opartej na chęci podarowania obcemu dziecku miłości i nazywaniu go nieszczęśliwą istotą? Moim zdaniem taka właśnie powinna być motywacja rodzin adopcyjnych. Mam się wykazać chłodną kalkulacją?

  • kristin.123

    Adopcja to jest naprawdę trudny temat, o którym powinno się otwarcie rozmawiać. Myślę, że z jednej strony postawa dyrektorki wyrażała niepokój o dziecko, które może się wychowywać w przeświadczeniu, że jest gorsze, a to tylko dlatego, że macie biologiczne dziecko. Tu nie chodzi o uczucia. Pani może zapewnić w tym momencie, że nie będzie Pani traktowała w ten sposób dziecka, ale nigdy nie wiadomo czy takie myśli nie rozwiną się w głowie adoptowanego malca. Dlatego adopcja jest stworzona raczej dla osób, które nie mają szansy mieć własnych dzieci, ale to też nie jest powiedziane, że je dostaną. To długotrwały proces, niestety. Pamiętam, jak kiedyś w ramach praktyk odwiedziłam tego typu miejsce, gdzie było pełno dzieci czekających na swój dom. Było jedno bardzo specyficzne, które zawijało się w kocyki dla dzieci. Komiczne było to, że zawsze w momencie, gdy coś przeskrobało i udawało, że go nie ma, jakby zniknęło :) Pozdrawiam serdecznie! :)

© Wielofunkcyjna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci