Menu

Wielofunkcyjna

Chciałabym podzielić się z Wami moim światem. Jestem żoną, matką, nauczycielką, córką i siostrą. To moje role. Jestem wielofunkcyjna. Chyba jak każda kobieta.

Kilka słów o odpowiedzialności za nie swoje dziecko (w związku z tragedią na basenie)

lenaczujna

Ostatnio głośna była sprawa chłopca, który utopił się na basenie. Dziecko, dwunastoletni Rafał, pochodziło ze Zgierza, wypadek natomiast zdarzył się podczas ferii zimowych w Wiśle. Dlaczego postanowiłam się na ten temat wypowiedzieć? Ponieważ ta sytuacja sprowokowała mnie i mojego męża do dyskusji na temat odpowiedzialności. W moim domu spotkały się dwie strony sporu, ponieważ ja jestem nauczycielką i mogłam znaleźć się na miejscu opiekuna wycieczki, podczas której dochodzi do podobnego wypadku. Mój mąż to specjalista do spraw bhp i doświadczony ratownik wodny, który przez lata pracował na wielu obiektach i brał odpowiedzialność za ludzkie życie. 

Oczywiście moje stanowisko w pierwszej chwili było takie, że winni śmierci dziecka są właściciel basenu i ratownik. Tłumaczyłam jak trudno jest podczas takiej zorganizowanej wycieczki odpowiadać za wszystko. Jeśli prowadzę grupę dzieci na basen to ufam, że na obiekcie znajduje się ratownik, wszystkie punkty regulaminu są zachowane i nie muszę tego nadzorować. Jeśli ratownika nie ma w pracy, to zostaję o tym poinformowana i zabieram dzieci. Ewentualnie ktoś prosi, abym weszła na basen i wsparła ratownika w obserwowaniu tafli wody i opiece nad dziećmi. Wydawało mi się, dość mylnie i egoistycznie, że ratownik przejmuje na basenie moje obowiązki. Mąż wytłumaczył mi, że nie powinnam w tym czasie odpoczywać i pić kawy, ale sama wejść na basen w klapkach i nadzorować swoich podopiecznych. Tu jestem w stanie zmienić swoje dotychczasowe podejście do tematu. Chociaż od razu wytłumaczę, że nigdy nie miałam takich dylematów, bo za każdym razem jeździłam na wycieczki z nauczycielami wfu, którzy bardzo chętnie wchodzili na basen i bawili się z dziećmi, a więc ich pilnowali, a ja piłam kawę i doglądałam niepływające dzieci. Dylemat pojawił się przy okazji tej sprawy i mojej dyskusji z mężem. Gdyby nie było nauczycieli wfu, to czy weszłabym na basen z dziećmi, sprawdziła papiery ratownika i ogólnie upierdliwie kontrolowała, czy wszystko jest jak należy, czy stwierdziłabym, że właściciele obiektu sprawują nad swoim basenem odpowiedni nadzór, znają się na rzeczy i dzielą ze mną odpowiedzialność nad grupą? Kurde i właśnie nie mam pojęcia... Mogłabym popełnić błąd i żałować całe swoje życie, że nie pilnowałam osobiście dzieci na basenie. 

Mój mąż z kolei był niewyobrażalnie zły na zrzucanie całej odpowiedzialności na ratownika. Pomijam na razie fakt, że tam, jak się okazało, ratownika wcale nie było, a jedynie jakiś człowiek techniczny. Najmniej winny chyba w całej tej sytuacji. Skąd miał wiedzieć, że ktoś wymaga od niego, by pilnował dzieci na basenie. A wracając do ratownika. Czy to on jest osobą, która przejmuje całą odpowiedzialność za pływającą grupę? Otóż, zdaniem mojego męża, to absurd. Ratownik czuwa nad bezpieczeństwem dzieci w wodzie, owszem. Ale nie może jednocześnie opiekować się nimi, tzn. rozstrzygać sporów, naciągać na główkę czepków, zaprowadzać do toalety, odpowiadać na milion pytań. Bo tak zachowują się dzieci na basenie. Mój mąż zawsze kulturalnie szedł i prosił pijące kawę nauczycielki o pomoc. On ratuje życie, czuwa nad bezpieczeństwem, ale na tym ma się skupić. Reszta czynności spada na nauczyciela. Mój mąż mówił o dzieleniu odpowiedzialności, a nie przekazywaniu jej komuś innemu. Stwierdził też, że nie ma takich zapisów prawnych, które mówiłyby, że na basenie ratownik przejmuje obowiązki opiekuna, a nauczyciel ma w tym czasie wolne.

Nawzajem staraliśmy się zrozumieć swoje stanowiska i odnaleźć w sytuacji. Mój mąż przyjął do wiadomości, że opiekun wycieczki nie jest w stanie sprawdzić każdego pracownika basenu z osobna. Wchodzi na obiekt z pewną dozą zaufania, że działa on sprawnie. Ja zrozumiałam, że opiekun nie może zrzucać odpowiedzialności za swoją grupę na ratownika. Odpowiedzialność powinna rozkładać się po połowie. Tymczasem opiekunowie będą twierdzili, że basen zatrudniał ratownika i to on miał pilnować dzieci. Właściciel obiektu będzie tłumaczył się, że opiekunowie nie dopełnili swoich obowiązków. Nikt nie chce być w tej sprawie oskarżany. A dziecko nie żyje i tragedii nie udało się uniknąć. Szkoda mi w tym momencie dziecka, rodziców, tych opiekunów... Nikt nie chciał źle. Nikt nie przewidział. To miała być atrakcja, która skończyła się dla wielu osób traumą na lata. Każdy będzie miał w tym temacie swoje zdanie i oczywiście osobom trzecim łatwo będzie oceniać. 

Przepisy powinny tę sprawę jasno regulować. Dlaczego zdania są tak rozbieżne? Dlaczego ja, nauczycielka, i mój mąż, ratownik, mamy dwa różne sądy na ten temat? Dlaczego specjaliści, ludzie z kuratorium oświaty albo członkowie WOPR, nie mają spójnego poglądu?

Ten przepis prawny jest znaczący:

Z przepisu art. 34 ust. 4 rozporządzenia MENiS z dnia 31 grudnia 2002 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach (Dz. U. z 2003 r., Nr 6, poz. 69 z późn. zm.) wynika wprost, że kąpiącym się Uczestnikom wycieczki powinno się zapewnić nie tylko stały nadzór Ratownika lub Ratowników, ale równocześnie ustawiczny nadzór Opiekuna lub Opiekunów ze strony szkoły (interpretacja KO).

Tylko jego interpretacja jest znów wieloraka. Organizator wycieczki powoła się na ten przepis i powie: opiekunowie byli wyznaczeni, ratownik miał być zapewniony przez obiekt. Więc wszystko było jak należy. Ale opiekunowie nie byli przy tafli wody, a ratownika nie było wcale. Każdy pozbył się odpowiedzialności za te dzieci. Nikt nikogo nie pilnował, bo każdy powinien pilnować się sam. Opiekun czuwać nad grupą, a ratownik być na miejscu zapewniony przez właściciela obiektu... 

Tragedia wyniknęła z niewiedzy. Nie powinno dochodzić do takich sytuacji. Jako nauczyciel chciałabym mieć jasność, że jak idę z dziećmi na basen to mam prawo, a wręcz obowiązek, wskoczyć w klapki i siedzieć na ławce na terenie basenu, żeby mieć nadzór nad dziećmi i dać również im dostęp do siebie. Nie muszę przecież z nimi pływać, ale mam tam siedzieć i się opiekować grupą. Sądziłam naiwnie, że nikt mi nie pozwoli wejść na basen i się tam panoszyć. Że zostanę wyrzucona albo powie mi się, że mam być w kostiumie, na co nie muszę mieć przecież chęci. Nauczyłam się na czyimś błędzie, dobrze, że nie na swoim... Nie zniosłabym napiętnowania społecznego, któremu i tak jako nauczyciel jestem poddawana. 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • ciotkaeliza

    Bo w naszym kraju nie ma spójnych przepisów, nie tylko w sprawie ratowników na basenie ale w każdej innej dziedzinie. Zgadzam się z twoim mężem.

  • Gość: [emiliana] *.play-internet.pl

    Szanowna Pani. Artykuł bardzo ładny, tylko brak Pani pewnych bardzo ważnych informacji. Otóż opiekunowie nie pili kawy tylko byli z dziećmi na basenie. Nie pływali nie plotkowali tylko przemieszczali się pomiędzy dziećmi. A co do uprawnień ratownika - opiekun nie ma prawa żądania od ratownika okazania papierów a ratownik nie ma obowiązku okazywania ich opiekunowi - mąż doświadczony ratownik nie powiedział Pani o tym?

  • lenaczujna

    Szanowna Pani Emiliano, uprzejmie dziękuję za komentarz. Proszę zauważyć, że nie opisywałam w moim artykule sytuacji, w której doszło do wypadku, więc nie rozumiem, czemu zarzuca mi Pani niedoinformowanie. Nie szukałam informacji na ten temat, a opisałam jedynie swoją rozmowę z mężem o wydarzeniu zasłyszanym w wiadomościach. Wyszliśmy w rozmowie daleko poza ten konkretny przypadek, co powinna Pani zauważyć. Proszę czytać ze zrozumieniem albo wysilić się i spróbować odczytać intencje autora tekstu. O okazywaniu papierów ratownikowi pisałam z ironią, której Pani nie udało się odczytać. Miło by było, gdyby ludzie dyskutowali pod tekstem zamiast atakować. "Mąż doświadczony ratownik" pozdrawia z rozbawieniem :)

  • Gość: [Inacy] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    A co z odszkodowaniem w takiej sytuacji? Myślę, że warto się o nie starać. Ja ze swojej strony polecam firmę odszkodowania123.pl/ , która działa profesjonalnie, szybko i jest bezkonkurencyjna.

© Wielofunkcyjna
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci